Prof. Fiedler: Taki może być wpływ amerykańskiej polityki MFN na leki w Polsce
- Podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu redakcja Wprost i NewsMed zorganizowała debatę na temat znaczenia nowej polityki amerykańskiej MFN i tego, jak na nią powinna odpowiedzieć Polska: „MFN: globalna zmiana, lokalne konsekwencje. Co może oznaczać dla Polski?”
- Prof. Radosław Fiedler jest politologiem, badaczem stosunków międzynarodowych, kierownik Zakładu Pozaeuropejskich Studiów Politycznych, Kierownik Szkoły Doktorskiej Nauk Społecznych, Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Katarzyna Pinkosz, Wprost, NewsMed: Rozmawiamy o nowej polityce amerykańskiej MFN (Most Favored Nation), która zmienia reguły gry, jeżeli chodzi o politykę lekową. Jak te procesy obecne w polityce amerykańskiej, dążące przede wszystkim do obniżenia cen leków w USA, mogą wpłynąć na rozwój innowacji w Polsce, jak również na dostęp pacjentów do innowacyjnych leków?
Prof. Radosław Fiedler, Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu: Ta polityka może wpłynąć negatywnie na dostęp pacjentów do leków, ale niekoniecznie taki pesymistyczny scenariusz musi się realizować.
Wiele zależy od współpracy wielosektorowej, współpracy Polski z partnerami europejskimi i pewnego swego rodzaju „lawirowania” w negocjacjach; umiejętności pokazania swoich potencjałów i możliwości, żeby odnaleźć się w nowych realiach i nie być marginalizowanym.
Polska jest w grupie krajów G20, ma wiele potencjałów. Polityka MFN może nas w pewien sposób dotknąć, podnieść ceny leków. Ale warto powiedzieć, że cła wprowadzone przez prezydenta Trumpa nie wywróciły gospodarki i handlu międzynarodowego – jak to się stało w przypadku ceł w 1930 roku, które doprowadziły tego, że handel międzynarodowy skurczył o dwie trzecie. Teraz tak się nie stało, dlatego że są różne możliwości obejścia, są negocjacje, można obniżyć cła.
Początkowo polityka wyglądała dosyć restrykcyjnie, ale stwarza ona też pewne możliwości adaptacji, zmiany, poprawy sytuacji.
Jesteśmy sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, o czym mówią też Amerykanie. Czy dzięki temu możemy na polityce MFN – paradoksalnie – coś zyskać? Jest szansa na to, że w Polsce będzie więcej inwestycji, również jeżeli chodzi o farmację?
To zależy od decydentów i strategii amerykańskiej. Trzeba pamiętać, że Stany Zjednoczone kierują się przede wszystkim swoimi interesami, szczególnie teraz. My jesteśmy częścią tła europejskiego, częścią Unii Europejskiej; tutaj też jest rywalizacja, która w pewnym stopniu nas dotyka. Relacje transatlantyckie, bezpieczeństwo, współpraca, zakup broni, czyli super relacje z partnerem amerykańskim: tu nie ma automatyzmu i nawet, jeżeli są deklaracje polityczne, bardzo obiecujące, np. ze strony prezydenta Trumpa, to nie można tego traktować jako sytuację, że jesteśmy uprzywilejowani. Jesteśmy częścią układanki, którą prezydent Trump chce sobie na nowo ułożyć, spełniając obietnice wyborcze.
W Stanach zbliżają się „midtermy” (wybory śródterminowe – wybierana jest cała Izba Reprezentantów i część Senatu – przyp. red.). Tym bardziej prezydent Trump będzie naciskał na spełnienie części obietnic wyborczych, jak dostęp do tańszych leków, żeby nie utracić obydwu Izb Kongresu. Trzeba jednak pamiętać, że wpływ na to ma nie tylko polityka farmaceutyczna i leki, ale przede wszystkim wysokie ceny energii: to one dają bardzo negatywny impuls i odbiór prezydenta Trumpa.
Jaka w takim razie powinna być odpowiedź Polski na tę politykę, jeżeli chodzi o farmację?
Polska nie jest samowystarczalna. Możemy próbować być hubem, ale w rozwój i badania trzeba cały czas inwestować, żeby konkurować, np. z Indiami. W ostatnich latach coraz częściej, także z powodu geopolitycznych, firmy amerykańskie wolą przenieść się z Chin do Indii. My już nie jesteśmy aż tak atrakcyjni, bo nasza zamożność nasza wzrosła, koszty pracy też. Dlatego musimy cały czas inwestować w badania i rozwój.